Walentynka do samej siebie, czyli #selflove bez instalukru

Może dawno nie robiłaś „aktualizacji danych” i zawiesiłaś się w wirze codziennych dyżurów? Może chodzisz spięta i zestresowana? Może ledwo łapiesz oddech, a gdy przychodzi wolny dzień, nie masz siły, by się nim cieszyć? Wciśnij wreszcie PAUSE, świat się nie zawali! Walentynki to dobry pretekst, by zacząć od siebie. Wiem, brzmi banalnie – ale jestem przekonana, że większość z nas właśnie tego potrzebuje. Żyjemy w permanentnym przebodźcowaniu i przekroczeniu i, co ciekawe – tkwimy w przekonaniu, że takie jest życie, taki jest system, taka praca. Wszyscy tak mają. Trudno. 

Kiszenie swojego niezadowolenia, pielęgnowanie złości i codzienne godzenie się na przekraczanie siebie doprowadza nas do wypalenia zawodowego oraz chorób fizycznych i psychicznych. Dlatego, zanim będzie za późno – PORZĄDNIE ZAOPIEKUJ SIĘ SOBĄ! Wyrzuć z głowy pusty obraz SELF LOVE z insta – obraz przepychu, drogich gadżetów, wycieczek, eventów, a jeśli dbania o siebie – to tylko z udziałem luksusowych marek. Patrząc na taką formę #selfcare – poddajemy się już na starcie, bo po prostu Nas na to nie stać, czujemy się gorsi i nasza motywacja do działania spada. Tymczasem miłość do siebie, którą znamy z Instagrama, jest iluzją, która ładnie wygląda na zdjęciu, bajką, pod którą często kryją się samotność, nałogi i niska samoocena. Nie daj się w to wkręcić – masz wszystko czego potrzebujesz, by o siebie zadbać! 

Czym ty, dziecko, możesz być zmęczona? 

Takie pytanie usłyszałam od pani doktor w POZ, gdy przyszłam poprosić o skierowanie na badania – dodam, że ledwo stałam na nogach, byłam wykończona psychicznie i fizycznie, miałam przewlekłe zawroty głowy i ogólnie wiedziałam, że coś jest nie tak. Wtedy zrozumiałam, że pora wziąć sprawy w swoje ręce. Nikt nie zaopiekuje się mną bardziej niż ja sama. Co zrobiłam? Wypisałam się z tego POZ. Złożyłam deklarację do miejsca, gdzie pielęgniarki nie widzą w niczym problemu, a lekarz naprawdę chce pomóc. Udało się postawić diagnozę i zacząć leczenie. Jeśli źle się czujesz – nie czekaj, aż będzie gorzej, nie szukaj wymówek. Idź na badania! Jeśli padniesz, to uwierz mi, już nikomu nie pomożesz. Granica między zwykłym zmęczeniem a chorobą jest niezwykle cienka. 

#selflove to szacunek do swojego ciała, stawianie granic i odcięcie się od osób, które nam nie służą

Jak nie sraczka – to katar

Jak dobrze, że nasz organizm jednak daje nam jakieś znaki, że potrzebuje przerwy. Jedyny problem polega na tym, że często ignorujemy sygnały i jedziemy dalej na 5 biegu… Oj tam, oj tam! Ja nie dam rady? Nie oszukujmy się, wszystko jest fajnie… do czasu. W jaki sposób organizm mówi: „mam już dość”? Oto najczęstsze sygnały ostrzegawcze: 

  • zmęczenie, nawet po przespanej nocy,
  • napięcia, drżenia, bóle mięśniowe (szczególnie szyi i pleców), 
  • trudności z zasypianiem, bezsenność, 
  • zmiany nastrojów, apatia, nawracający smutek, 
  • spadek odporności, czyli: jak nie sraczka, to katar,
  • problemy trawienne (m.in. zgaga, bóle żołądka), 
  • bóle i zawroty głowy,
  • trudności z koncentracją, 
  • zmniejszona ochota lub całkowity brak ochoty na seks. 

Oczywiście, że możesz to wszystko ignorować – tłumacząc zmianą pogody, pełnią księżyca czy fazą cyklu… możesz oszukać każdego, ale swojego organizmu nie oszukasz. To co stłumione, zawsze do ciebie wróci. Może i brzmi to jak cytat z pierwszego lepszego poradnika lub przepowiednia wróżbity Macieja. Czy przyznasz temu rację, czy nie – pozostanie prawdą. 

 #selflove to przede wszystkim uważne słuchanie swojego ciała

Wypijmy za błędy

Najgorsza opcja z możliwych – próba zagłuszenia tego, co czujemy i przeżywamy, napojem wyskokowym. Kto nam zabroni? Przecież jesteśmy dorośli. Czasami trzeba się zresetować. Później kac – i można wrócić do beznadziejnej rzeczywistości. O matko – jakie to jest złe! Ostatnio na Instagramie zostawiłam wam okienko z pytaniem, czy zdarza się wam drink po ciężkim dyżurze. Oczywiście było to pytanie dotyczące wszelkich nałogów. I wiecie, że zatrważająca większość sięga po alkohol – wino (czasem lampka, a czasem butelka), piwo, wódkę, a także papierosy, słodycze i fast food? 

Kurczę, tylko że to nic nie rozwiązuje. Takie chwilowe „ucieczki” wpędzają nas w poczucie winy, nasilają reakcje lękowe, potęgują smutek i rozczarowanie, a żeby tego było mało, problemy, które chcieliśmy w ten sposób załatać – wcale nie znikają. A może najwyższy czas po prostu usiąść ze sobą i pozwolić sobie czuć? Wypłakać ten cały gnój? Nazwać rzeczy po imieniu?

#selflove to przeżywanie trudnych emocji – a nie ich maskowanie 

Coś dla ciała i ducha 

Świeca, książka, kąpiel i dobra muzyka – to takie proste, ale jednocześnie potrzebne. Nie ma nic złego w odpuszczaniu. Nie musisz zasługiwać na kąpiel czy wieczór z książką pod kocem. Twoje przebodźcowane ciało potrzebuje oddechu. Zrób dla siebie coś, co sprawi radość twoim zmysłom. Łap kilka polecajek idealnych na taką okazję:

ŚWIECE SOJOWE/RZEPAKOWE

Zrezygnuj z parafinowych świec dostępnych w sieciówkach – są piękne, ale mogą wpływać niekorzystnie na jakość powietrza – szczególnie przy słabej wentylacji. Postaw na sprawdzone, naturalne marki: EKOZUZU, OOROC DESIGN, FLAMQA CANDLES, DOBRY WOSK, NATURALNA ŚWIECA, SENUA, BOSPHAERA czy OTSO HANDMADE (wszystkie polecajki znajdziesz u mnie na profilu). 

SOLE I KULE DO KĄPIELI 

Najczęściej kupuję je w Rossmannie – bardzo fajne są kule od ORGANIQUE, świetne i tanie są również te z ISANY i MANUFAKTURY PIĘKNA. Jeśli chodzi o sole do kąpieli, to koniecznie musisz wypróbować markę BRACIA MYDLARZE – ich słynne shoty do kąpieli zmienią zwykłą kąpiel w prawdziwe SPA. Nie wybieraj soli z dużą ilością suszonych kwiatów lub w intensywnych kolorach – szkoda później twojego czasu na szorowanie wanny i wydobywanie z odpływu paprochów☺

PEELING

Najczęściej wybieram piękne zapachy i tłuściutkie, dobrze nawilżające formuły. Uwielbiam peeling od SENSUM MARE ALGOBODY (ma niesamowicie luksusowy zapach), cytrusowy peeling od MOMMY’S SOAP (najcudowniejszy jest ten z limonką i bergamotką) i kocham miłością prawdziwą peeling PINA COLADA od BE THE SKY GIRL (pachnie jak wakacje na Malediwach – nie martwcie się, ja też nigdy tam nie byłam). Dla fanek solnych, porządnych drapaków i świeżych zapachów – polecam peelingi od ORGANIQUE. 

MASŁA DO CIAŁA

Mają nawilżać i koić zmysły! Tutaj w moim rankingu na najbardziej puszyste i otulające masła wygrywają marki BE THE SKY GIRL (moje ulubione drzewno-waniliowe – JUST SAY YES!) oraz BOSPHAERA (jeśli jeszcze nie próbowałyście masła CZARNA ORCHIDEA – to musicie to nadrobić!). Jeśli chcecie poczuć się jak boginie – postawcie na wszechstronne masło/balsam SUPREME BALM od SAMARITE (ma aż 33 zastosowania, z nim nie będzie nudno – możecie go nałożyć wszędzie… nawet na włosy).

AROMATERAPIA

Olejki eteryczne, które możemy używać do dyfuzorów i kominków to jedno – a drugie to kosmetyki, które oprócz walorów pielęgnacyjnych mają działanie aromaterapeutyczne. Mam na myśli konkretne dwie marki, które zabierają mnie w zmysłową podróż do najpiękniejszych miejsc i dają niesamowite ukojenie – MY MAGIC ESSENCE i LOST WITH BOTANICALS. To dla mnie zupełnie inny wymiar pielęgnacji; zaopiekowanie się skórą i zmysłami jednocześnie – każda z nas tego potrzebuje! Do tego tematu na pewno wrócimy w osobnym artykule. A jeśli szukacie sprawdzonych, w 100% organicznych olejków z certyfikatami – walcie jak w dym do INDIA STORY! 

Co łączy te wszystkie produkty? Piękne zapachy! To niesamowite, jak wpływają na samopoczucie – działają kojąco na zmysły i wprawiają w dobry nastrój. Najprostszy sposób na ukojenie, wyciszenie i podarowanie sobie miłości. 

#selflove to troska o nasze zmysły 

Lęcę bo chcę…

Nic tak zbawiennie nie działa na umysł i ciało jak aktywność fizyczna. Nikt nie mówi, żebyś od razu leciała na siłkę, czy biegła w maratonach – rób to, co sprawia ci radość, i z takim natężeniem, jakie nie obciąża ani nie odbiera motywacji. Nigdy coś kosztem czegoś. Zwykły spacer jest w stanie dać nam więcej dobrego niż godzinny trening. Często gubi nas lękowe podejście do tematu, poczucie powinności – szczególnie gdy nie jesteśmy zadowolone ze swojej sylwetki. A ja ci powiem tak – nie chodzi o to, żebyś uporczywie ćwiczyła, żeby schudnąć, chodzi o to, żebyś regularnie myślała o sobie dobrze, traktując aktywność jako jeden ze sposobów, aby okazać swojemu ciału miłość. Doceniając i dbając o to, co masz – masz tego jeszcze więcej. Jeśli wciąż skupiasz się na swoich brakach i potrzebujesz prawdziwego kopa, by popatrzeć na swoje ciało z miłością, zapraszam cię do odwiedzin konta na Instagramie: @justynaliscom – Justyna na podstawie własnych doświadczeń uczy, jak zaakceptować swoje ciało i być dla siebie łaskawą. 

#selflove to codzienna aktywność pełna szacunku do swojego ciała

Niech luty będzie miesiącem, w którym wreszcie zapytasz siebie:

  • czego tak naprawdę potrzebuję? 
  • o co mi chodzi? 
  • czego mi brakuje? 

Zanim zaczniesz ratować świat, zastanów się nad swoimi zasobami. Czy masz z czego zaczerpnąć? Może ten artykuł będzie dla ciebie małym promykiem, który sprawi, że dostrzeżesz swoje potrzeby i zaopiekujesz się sobą… ale tak na poważnie. Trzymam kciuki! 

Wasza Walentynka,
P. 

Paulina Zawora 

Mgr pielęgniarstwa, specjalistka pielęgniarstwa internistycznego, autorka bloga na Instagramie @nurse_after_night_shift o tematyce beauty i well being – czyli jak zadbać o siebie holistycznie, naładować swoje baterie po dyżurze i odnaleźć radość w codzienności.

 



Najnowsze