Naukę mówienia zacznij od słuchania

W gabinecie zawsze było dla mnie priorytetem, aby dobrze pacjenta zdiagnozować, a potem wytłumaczyć mu jego problem w taki sposób, aby całkowicie go zrozumiał. Jeśli nie pojmie on istoty swojego problemu, to marne są szanse, że będzie się trzymał jakichkolwiek zaleceń odnośnie do ćwiczeń czy diety. Plan o szlifowaniu przekazu ustnego trzeba jednak zacząć od nauki słuchania.

Zazwyczaj zostawiam około dwóch minut na to, żeby pacjent swoimi słowami opisał mi problem. A ja słucham, ewentualnie dopytując o szczegóły ważniejszych kwestii. Istotne jest dla mnie to, aby zrodziło się w nim poczucie, że jest wysłuchany. Są tacy, którzy robią to składnie i sprawnie, ale naprawdę w mniejszości. Kiedy słyszę, że pacjent wraca do czasów Tutenchamona, a na każde moje krótkie pytanie zaczyna snuć opowieść, otwierając szesnaście różnych wątków, to biorę lejce w garść i przerywam mu żartem, że mam dziś w domu dobrą kolację i chciałbym na nią zdążyć, a tak będziemy siedzieć w gabinecie do jutra. I to jest ten moment, kiedy dodaję, że musimy zagrać w pingponga.

PING-PONG

Pytanie-odpowiedź. Zapewniam pacjenta, że zapytam o wszystkie ważne kwestie, po czym zadaję serię krótkich, często zamkniętych pytań, aby ograniczyć gadułom możliwość snucia historii z mchu i paproci. Ważne jest, aby przy tłumaczeniu, na czym polega problem pacjenta, używać tych samych słów, których użył on podczas wywiadu. Jeśli opisywał bóle w okolicy kulki na tyłku i chodzenie mrówek po lewej nodze aż do stopy, to nie przekuwam tego na język medyczny i dolegliwości guza kulszowego z dystalnymi parestezjami w obrębie kończyny dolnej, tylko trzymam się nomenklatury kulkowej i mrówkowej. Pacjentów, którzy mają zastój limfatyczny, nie zachęcam do pobudzenia limfoangiomotoryki naczyń i uruchomienia przepony w celu pracy nad gradientem ciśnień w organizmie, aby poprawić drenaż limfy do kątów żylnych, tylko wyjaśniam, że mają wodę w piwnicy i muszą uruchomić pompy mięśniowe, żeby wspomóc krążenie płynów w ich ciele. Oczywiście dostosowuję poziom merytoryczny moich gabinetowych wykładów do poziomu pacjenta, inaczej opowiadam o działaniu ludzkiego ciała całkowitym laikom, inaczej ciekawskim i dociekliwym pacjentom, a jeszcze inaczej koleżankom i kolegom z wykształceniem medycznym, których życie postawiło w roli moich pacjentów. Ale z doświadczenia wiem, że najlepsze efekty przynosi tłumaczenie pacjentowi w taki sposób, że 10-letnie dziecko też by zrozumiało, o co chodzi.

Jaki z niego zwierzak…

Strategia komunikacji na kontrolnych wizytach jest już różna, zależna od gatunku zwierzęcia, jakim jest pacjent. Leniwców, którzy nie trzymają się zaleceń, często trzeba solidnie opierdzielić, pracowite mróweczki lubią być chwalone i motywowane do dalszej pracy, a przestraszone strusie, które każdy najmniejszy objaw traktują jako motywację do spisania testamentu, potrzebują wsparcia i dowodu, że ich ból kolana wynika z przyjmowania złej pozycji siedzącej, a nie jest złośliwym nowotworem. Nawiasem mówiąc, takim strusiom można pozwolić zrobić dla ich świętego spokoju badania obrazowe, bo inaczej się nie uspokoją. Zatem ogólnie rzecz biorąc w komunikacji z pacjentem ważne jest dobrze go wysłuchać, dobrze mu jego problem wytłumaczyć, a następnie poprowadzić go, stosując odpowiednią strategię.

Tomasz Paprzycki

Fizjoterapeuta i osteopata sportowy. Absolwent Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, Osteopathie Schule Deutschland, European Academy of Sport Osteopathy. Pasjonat zdrowego stylu życia. Entuzjasta leczniczego oddechu. Fanatyk obserwowania ciała. Wyznawca równowagi życiowej

Instagram



Najnowsze