Walentynki – spoko, miłość – jeszcze lepiej… Tyle że w oko może wpaść nie tylko obiekt pożądania. Co jeśli będzie to nieproszony gość? Ale po kolei… Jak jest miłość, tą są i figle. A przy figlach rozum ma to do siebie, że nie działa. Weźmy sytuację, gdy jesteśmy z obiektem westchnień nad dzikim akwenem, rzeką na przykład, i wpadnie nam do głowy wskoczyć razem do wody i troszkę pochędożyć. Czy myślimy wtedy o zagrożeniach, jakie się tam na nas czają?  A skąd! 

A już tym bardziej nie spodziewamy się, że coś może grozić naszym… oczom! Tymczasem zazwyczaj wątpliwej czystości akwenach może na nas czyhać wszechobecny pierwotniak Acanthamoeba (spokojnie! Tego świństwa można się też nabawić, myjąc soczewki kontaktowe wodą z kranu!). Zapalenie rogówki wywołane przez amebę jest w początkowej fazie trudne do zdiagnozowania, często mylone z opryszczkowym zapaleniem rogówki, bo występują charakterystyczne dlań objawy: światłowstręt, zamglenie widzenia czy silny ból. Konsekwencją tego zakażenia jest malacja (zmętnienie) rogówki, a w ostateczności jej całkowita destrukcja. Pomimo prawidłowego leczenia, nawet radykalnego, polegającego na ściągnięciu nabłonka rogówki, dziadostwo lubi nawracać. 

Niegrzecznie nie wspomnieć 

Nie wypada nie wspomnieć o onchocerkozie, czyli tzw. ślepocie rzecznej. Występuje głównie w Afryce i Ameryce Południowej, dlatego może króciutko – do zakażenia dochodzi po ugryzieniu przez meszkę bytującą nad wodą, która w prezencie zostawia nam pasożyta. Dorosłe osobniki tego stwora wędrują sobie wewnątrz naszego ciała prosto do oka, na finał powodując ślepotę.

Figle figlami

Figle figlami… a przychodzi w końcu ten dzień w związku, kiedy zrzucacie maski i puszczacie sromotne bąki (kobiety z reguły maskują się dłużej). Wtedy zaczynamy śmiało dzielić się rzeczami osobistymi i codziennego użytku: pościel, ręcznik, ubrania, grzebień. Powiecie przerażeni: co tym razem może grozić naszym oczom? Spieszę z odpowiedzią.

Mało kto zdaje sobie sprawę z powszechnego występowania w naszym środowisku roztocza zwanego pieszczotliwie nużeńcem. Kontakt z nim w ciągu całego naszego życia jest nieunikniony. Nużeniec żywi się lipidami i bardzo często lubi bytować na brzegu naszych powiek, wywołując chorobę zwaną demodekozą, która objawia się m.in.: swędzeniem i zaczerwieniem powiek, uczuciem ciała obcego w oku, zespołem suchego oka (ZSO), nadmiernym łzawieniem, nierównym wzrostem rzęs oraz ich wypadaniem, nawracającym występowanie jęczmieni i gradówek. Sprawny układ odpornościowy raczej powinien sobie z nim poradzić, ale w przypadku osłabienia organizmu nużeniec bardzo szybko się rozgości, a potem sprzedamy go na pewno drogą kontaktową naszej drugiej połówce.

Także, zdrowej miłości dla WAS!

Szymon Raszka

Magister pielęgniarstwa, specjalista pielęgniarstwa internistycznego. W latach 2006–2015 kolejno: pracownik, pielęgniarz, kierownik Przytuliska dla bezdomnych mężczyzn prowadzonego przez braci Albertynów w Krakowie. Obecnie pielęgniarz oddziałowy oddziału okulistycznego Szpitala Śląskiego w Cieszynie. Członek Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.



Najnowsze