Drama miesiąca – luty

Styczeń i luty to zawsze najnudniejszy okres w roku. Cały dzień ciemno jak w otworze, do którego wsadzamy rurkę Hegara. Wszyscy próbują przeżyć od dziesiątego do dziesiątego, po tym jak wydali dwukrotnie więcej, niż zarobili na święta, przez co kanapka z bułką posmarowana nożem na śniadanie nie jest wcale złym pomysłem. Jedyny promyk nadziei, jaka się w nas tli, to myśl, że za dwa miesiące podczas powrotu z dziennego dyżuru będzie jeszcze widno. Ogólnie żal, rozpacz i brak perspektyw. Aż tu nagle nie wiadomo skąd wyskakuje nam kilku mocnych kandydatów do Żenady Roku 2024, a mamy dopiero połowę lutego!

Zaraz znowu nasłucham się od Redaktorki naczelnej, że „tu miała być jedna mała drama i nie rozpisuj się tak, bo tego nie zmieścimy. Czego nie rozumiesz?”. NO ALE JAK MAM NAPISAĆ DWA ZDANIA, JAK TU SIĘ TAKIE CYRKI ODJEBUJĄ?! 

Szpital w Lublinie

Zacznijmy od szpitala w Lublinie, gdzie znajduje się nasz specjalny wysłannik Mietek. Halo, halo Mietku, oddaję ci głos. 

– … 

– Mietku, czy nas słyszysz? 

– … 

No cóż. Mietek co prawda ostatnio coś przebąkiwał, że za te pieniądze to on to pierdoli, ale nie obstawiałam, że dokona się to już w drugim numerze. No dobrze, a więc ja opowiem Państwu tę porywającą historię. 

Otóż pewnego pięknego dnia, jeden z pacjentów onkologicznych Publicznego Szpitala Numer 4 w Lublinie stwierdził, że odpali sobie maila. Sprawdzi spam, usunie ofertę spadku od nigeryjskiego Księcia i gdzieś pomiędzy gazetką Lidla a promocją na lodówkę ze sklepu, który ma „codziennie niskie ceny” zobaczy zaproszenie ze szpitala na kurs z wystawiania kart zgonu. Rozumiecie? Ktoś mu wysłał zaproszenie, żeby się nauczył, jak orzekać o śmierci. Bez kitu – ten, co wysyłał te maile ze szpitalnej skrzynki albo jest wyrafinowanym trollem, któremu nie zasmakowały bajaderki w szpitalnej kantynie, albo ma niefart level 1000.

No bo jakie jest prawdopodobieństwo, że wysyłając maila do pracowników o szkoleniach z kart zgonu, gdzieś zawieruszy ci się adres pacjenta i to w dodatku onkologicznego? No, ale jak ktoś ma pecha, to i w dupie palec złamie. Szpital oczywiście przeprosił, przyznał, że doszło do naruszenia poufności danych, teraz będą się znowu szkolić z RODO bla bla bla. To jednak trochę jak zmienianie pampersa i zostawienie go w koszu na sali. Niby pielucha czysta, ale smród pozostaje. 

Inba stara, ale jara

No i tym sposobem przechodzimy płynnie do drugiego tematu, w którym dowiecie się, jak nie spierdolić sobie zdrowia, albo nawet życia, jeśli jesteście pacjentem, oraz jak nie spierdolić komuś zdrowia, albo nawet życia, będąc pielęgniarką. Wystarczy się nie leczyć w klinikach witaminowych i innej medycyny naturalnej, będąc pacjentem, oraz nie pracować w tego typu klinikach jako pielęgniarka. Nie dziękujcie, mam nadzieję, że pomogłam. Możecie śmiało powiedzieć „ej, Bożenna, bardzo ci dziękuję za tę garść bezcennych informacji, ale po co nam o tym męczysz bułę?”. Otóż kochani moi forrowelsi [pisownia oryginalna przyp. red.]… może to nie będzie drama stycznia, bo inba wydarzyła się prawie 5 lat temu, ale dopiero teraz zapadł wyrok sądu.

W 2019 roku 36-letnia kobieta zgłosiła się do jakiejś lewej kliniki medycyny naturalnej, holistycznej i leczenia siłą woli na wlewy z perhydrolu (potocznie: woda utleniona). No i według szamanów z tamtej kliniki wspomniana woda utleniona podawana dożylnie jest sikalafą w odpowiednim stężeniu. Nie zaszkodzi, nie pomoże, ale kilka stówek za kroplóweczkę można przytulić. No i przyszła ta kobieta na ten wlew, a położna, która według źródeł pełniła wtedy obowiązki pielęgniarki (WTF?), pojebawszy dawki, podała jej ten perhydrol w stężeniu wielokrotnie przewyższającym „normę”, że tak sobie zażartuję. Pacjentka się pogorszyła, wezwano ŁEŁO ŁEŁO, ale ta typiara nie przyznała się do tego, że podała jej to, co podała. Finał był taki, że pacjentka zmarła.

Przykra sprawa, ale fantastyczne case study – czego w życiu nie robić. No ale rodzina tej pacjentki poszła do sądu, a ten przyznał jej odszkodowanie w wysokości 1,6 mln na spółę od położnej i kliniki. Czy to sprawiedliwe? Nie wiem, czy można mówić o sprawiedliwym wyroku, kiedy matka dzieci nie żyje. Położna popełniła masę błędów, ale miała chociaż na tyle twarde jaja, że przyszła na salę sądową i spojrzała prosto w oczy rodzinie tej pacjentki, czego nie można powiedzieć o szurach z tej kliniki, którzy ani razu nie pojawili się w sądzie, mimo że firma nadal działa. Niestety niektórzy ludzie są pokroju potocznej nazwy gazy chirurgicznej używanej na blokach operacyjnych i z tym błyskotliwym przemyśleniem was zostawiam. 

Bardzo Medyczny Wóz

No, ale żeby nie było w tym numerze tak poważnie i smutno, to na koniec zostawiłam wam crème de la crème stycznia, czyli promocja w BMW i nie dla psa kiełbasa. Mianowicie firma BMW stworzyła promocję dla lekarzy, w której informuje, że jak pokażesz papier, że możesz na legalu nosić kitel, stetoskop i posługiwać się pieczątką z podpisem „lekarz”, to dostaniesz jakiś tam rabacik. No i ogólnie wszystko git majonez, wiele firm robi takie promki, w których zniżki dostają określone grupy zawodowe. Jednak tym razem marketingowcy BMW wybrali przemoc i na samym końcu tej oferty zostawili dopisek, że oferta nie obejmuje personelu pomocniczego, m.in. pielęgniarek. Noooo kuuurwens panie i panowie. Ta zniewaga krwi wymaga. Coś tam potem jeszcze próbowali tłumaczyć, że przyznają się do błędu i teraz wszyscy mają zniżki, ale o wiele bardziej umieją w usuwanie komentarzy niż w przeprosiny, bo większość komentarzy pod ich postami na insta znikała szybciej niż czekoladowe merci w socjalnym. 

Podsumowując, pamiętajcie, że żaden zawód medyczny nie jest „pomocniczym” i nikt nie kształcił się kilka lat tylko po to, żeby być czyjąś podawaczką albo pomocnikiem. 

Taki to był styczeń. 

B.

Magazyn Zaczepki

#zaCzepki powstały z potrzeby pozyskania przestrzeni, w której internetowa medyczna brać mogłaby się rozpisać na trochę więcej niż długość posta. Znajdziecie tu opis instagramowego uniwersum, w którym pokażemy wam, w co wierzymy. Czasopismo jest efektem popandemicznego odkrycia, że w otchłani social mediów jest całe mnóstwo zapaleńców, edukatorów, pracujących u podstaw, rozśmieszających, mówiących: jak jest, zadających trudne pytania. Zapraszamy do lektury i współtworzenia wszystkich zaCzepiających i z natury Czepliwych medyków.



Najnowsze