CO NAS NIE PODZIELI, TO NAS POŁĄCZY

Bez wątpienia tym, co najmocniej scala pielęgniarki i położne, jest przywilej bycia najbliżej pacjenta w najważniejszych i najbardziej przełomowych momentach jego życia. To przywilej pracy, do której jest przypisany ogrom sensu. A poza tym łączy je też samorząd zawodowy. Największy wśród wszystkich zawodów medycznych.

Z Weroniką Czapską – pielęgniarką, specjalistką pielęgniarstwa anestezjologicznego i intensywnej opieki i Izabelą Dembińską – położną i psycholożką – rozmawia Ewa Kurlenda

Obejrzałam wasz wspólny live na Instagramie i sama już nie wiem, czy więcej was dzieli czy łączy? Rozwiążmy ten spór raz na zawsze!

Werka: Czy z całej serii pytań, najtrudniejsze wylosowałaś na sam początek? (śmiech). Myślę, że więcej nas łączy. A tym, co najważniejsze i co zawsze powinno nas łączyć, jest opieka skoncentrowana na pacjencie i bycie „adwokatem” pacjenta w każdej sytuacji, niezależnie od tego, czy to człowiek chory, noworodek czy kobieta rodząca. Nasze zawody wychodzą ze wspólnych założeń, wartości i przekonań o tym, jakie postawy powinniśmy reprezentować. Tym, co mocno nas łączy, jest to bycie „najbliżej pacjenta” z całego zespołu terapeutycznego i to, że to „najbliżej” jest często w najważniejszych i najbardziej przełomowych momentach życia. Czy są inne zawody, które dają taki przywilej? Przywilej pracy, do której jest przyklejony taki ogrom sensu? Ale przechodząc do bardziej przyziemnych spraw, łączy nas też samorząd zawodowy. Należymy do największego samorządu zawodowego w Polsce. A to co nas dzieli… Czy to takie ważne, czy asystuję do zabiegu czy przyjmuję poród? Czy przygotowuję leki dla kobiety rodzącej czy dla chorego pacjenta? Zaznaczmy też, że moja praca na intensywnej terapii i praca moich koleżanek w medycynie szkolnej też mocno się różni, a nadal jesteśmy tym samym zawodem. Dlatego wrócę do tego, czym zaczęłam tę myśl – najważniejszy pozostaje człowiek w centrum i to jest główne spoiwo naszego zawodu.

Iza: O taaak! Chyba pozostaje mi tylko w pełni zgodzić się z Weroniką i dodać to, że w naszej pracy wspólne jest także spojrzenie holistyczne na naszego podopiecznego/pacjenta, umożliwiające dostrzeżenie w nim nie tylko kolejnego ciekawego przypadku medycznego czy „cukrzycy ciążowej spod piątki”. Myślę, że w spojrzeniu holistycznym i psychospołecznym więcej nas łączy, niż dzieli, a różnią nas kompetencje zawodowe w aspekcie medycznym i rodzaj pacjenta, bo my jako położne opiekujemy się przede wszystkim kobietami, a mężczyzną tylko do wieku noworodkowego (śmiech).

Iza, denerwujesz się, gdy ktoś nazywa Cię pielęgniarką?

Iza: Nie, absolutnie nie mam z tym problemu na poziomie osobistym, nawet czasem myślę sobie tak…. ojjj aż takich szerokich kompetencji nie mam jako położna (chodzi mi o szeroki zakres działów medycyny), a na poziomie społecznym zawsze wtedy mogę uświadamiać, kim jest położna i myślę, że to każdy z nas zamiast się denerwować, powinien korzystać z tego, by wytłumaczyć owe różnice. Swoją drogą jestem ciekawa, czy zdarza się, że na pielęgniarkę ktoś powie: położna…

A jak sądzisz, Werka, czy pielęgniarki zazdroszczą czasem położnym tego, że mają więcej „swobody” w swojej pracy jako samodzielny zawód?

Werka: Chciałabym, żeby zazdrościły, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Chciałabym, żeby ta zazdrość była dla nas motywacją do wykorzystywania i wprowadzania tej „swobody” w pielęgniarstwie. Ale to znów bardzo trudne pytanie, bo przekrój przez środowisko pielęgniarskie jest ogromny. Znajdziemy tam z jednej strony osoby, które nie boją się kruszyć betonu i wprowadzają innowacje, które zwiększają naszą swobodę i urealniają samodzielność zawodową, a z drugiej mamy te, które twierdzą, że pielęgniarka nie może zmienić cewnika moczowego mężczyźnie, albo po pytaniu rodziny o pacjenta odmawiają udzielenia informacji, bo „z tym to trzeba do doktora”! I myślę sobie, że w środowisku położnych jest podobnie. A może się mylę? Do swobody i samodzielności trzeba osób, które tego chcą, są przygotowane klinicznie i – co najważniejsze – biorą i potrafią wziąć odpowiedzialność za swoje działania. Kolejna sprawa to ta, że musimy nawzajem w zespole terapeutycznym znać swoje kompetencje i wiedzieć, gdzie są nasze granice zawodowe, które przecież tak często się zacierają.

Iza: Myślę, że czasem i nam w pozytywnym znaczeniu może się taka „zazdrość włączyć” pod kątem szerokiej możliwości perspektyw pracy w zawodzie pielęgniarki, bo położnictwo – choć jest szerokie i mocno specjalistyczne – nadal nie tak jak pielęgniarstwo, ale to chyba tylko w aspekcie tym i szerszych perspektyw pracy.

W innych krajach położnictwo jest specjalizacją pielęgniarstwa. Jak myślicie, dlaczego w Polsce ma się to inaczej?

Iza: Hmm, właśnie sobie uświadomiłam, że chyba nigdy się nie zastanawiałam, dlaczego w Polsce jest właśnie tak, ale nie ukrywam, że dla mnie to jednak pod wieloma względami plus, zwłaszcza w kierunku położnictwa holistycznego skoncentrowanego na fizjologii i prowadzeniu ciąży oraz porodów domowych przez położne, gdzie praca na tak zwanej fizjologii jest także ogromną dziedziną. Opieka położnej koncentruje się na zdrowiu, na objaśnianiu kobiecie różnych fizjologicznych procesów zachodzących w jej organizmie – zarówno w ciele, jak i w psychice, na udzielaniu wsparcia i rad dotyczących postępowania w taki sposób, by to zdrowie jak najlepiej pielęgnować. Wychodzimy od fizjologii i zdrowia i jego wspierania – to zmienia perspektywę także spojrzenia na proces.

Jakiś czas temu pojawiły się głosy na temat kształcenia położnych jednoetapowo na kierunku pielęgniarstwa. Jakie macie zdanie na ten temat?

Werka: Znając program kształcenia przygotowany dla kierunku pielęgniarstwo i mając świadomość, jak dużo treści musimy przyswoić w trakcie studiów, myślę, że nomen omen nie zda to egzaminu. Mamy wspólne korzenie i potężny pień, jakim jest ogólna wiedza medyczna, mamy wspólne wartości i założenia, ale dalszych rozgałęzień tego „drzewa” wiedzy, zarówno w pielęgniarstwie, jak i w położnictwie jest zbyt dużo, żeby kształcić nas w jednym toku nauczania.

Iza: Dokładnie tak – myślę, że taka à la pomostówka czy wspólny pion z położnictwa dla pielęgniarek i odwrotnie nie miałaby racji bytu w praktyce. Różnice programowe są zbyt duże.

Niby osobne zawody i sporo Was dzieli, a jednak macie jeden związek zawodowy i samorząd. Czy potraficie wspólnie działać? Czy nie lepiej byłoby to jednak rozdzielić i skupić się na tym, co w obu zawodach istotne?

Werka: W naszym samorządzie działają zarówno pielęgniarki, jak i położne, dlatego obydwa zawody mają swoich reprezentantów, którzy doskonale znają problemy i jednych, i drugich. Poza tym choć liczba pielęgniarek jest większa, gdyby odłączyć położne od samorządu – stworzylibyśmy znacznie mniejszy samorząd. A nasz obecny jest silny właśnie liczebnością członków! Nasz głos jest przez to lepiej słyszalny. Kolejna kwestia – mimo różnych uprawnień, kompetencji i kwalifikacji – sama struktura zawodu, struktura ścieżki kształcenia zarówno przed-, jak i podyplomowego jest podobna. Z mojej perspektywy wspólny związek zawodowy i samorząd pozostaje dla nas korzystny.

Iza: Tak, nas jako położnych jest zbyt mało, a w pewien sposób cele są wspólne dla obu grup zawodowych. Myślę, że ważniejszym niż rozdzielenie naszych samorządów jest znacznie większy udział i współpraca położnych i pielęgniarek, które są bezpośrednio przy pacjencie i doświadczają realnych deficytów i braków w działaniu systemu z pielęgniarkami i położnymi ze związków. Potrzebujemy się tu silnie umacniać i wymieniać.

Czy to nie jest tak, że położne, wybierając swój zawód, mają nieco bardziej niż pielęgniarki ograniczoną drogę w zmianie ścieżki zawodowej? Przecież chyba trudno byłoby Ci teraz rozpocząć pracę na OIT?

Iza: To prawda i myślę, że taka pomostówka z położnictwa do pielęgniarstwa dla mnie osobiście nie byłyby wystarczająca do wejścia w pracę na stanowisku pielęgniarki.

Stereotypowo, co zresztą zaznaczyłyście podczas instagramowej transmisji, położna częściej wita, a pielęgniarka pracuje głównie z chorym pacjentem i czasami żegna. Czy teraz, po wielu latach pracy możecie powiedzieć, że to prawda i trzeba mieć tego świadomość, wybierając ten zawód?

Werka: Wybierając pielęgniarstwo, trzeba mieć świadomość tego, że w większości miejsc pracujemy z chorym człowiekiem. Oczywiście, mamy też przestrzeń na pracę w promocji zdrowia, na kontakt z pacjentem zdrowym, ale gdyby tak zestawić to ze sobą, to jednak kontakt z chorym zdecydowanie przeważa.

Iza: Oczywiście, my jako położne też towarzyszymy chorobom, śmierci, pacjentkom terminalnym czy onkologicznym, ale nadal w zakresie ginekologiczno-położniczo-neonatologicznym. Plusem jednak jest to, że położnictwo, ginekologia czy neonatologia są coraz mocniej wyspecjalizowane, coraz więcej kobiet boryka się z takimi wyzwaniami zdrowotnymi, jak niepłodność, endometrioza itp. I tu także pojawiają się możliwości pracy położnej – jeszcze kilka lat temu wydawało się, że np. położna nie ma nic wspólnego z kwestią niepłodności czy rozwoju zawodowego w tym kierunku, a dziś wiele położnych realizuje się właśnie i rozwija zawodowo w klinikach niepłodności.

Jako pielęgniarki i położne macie możliwość wystawiania recept. To jedna z przesłanek waszej zawodowej niezależności. A jednak według badań z tej możliwości korzysta mniej niż 10% uprawnionych. I teraz włożę kij w mrowisko. Czy to nie jest tak, że faktycznie „ciągle strajkujecie”, a gdy już dostajecie jakąś możliwość, to z niej nie korzystacie?

Werka: Trzeba rozdzielić dwie różne sytuacje. Kiedy masz kwalifikacje i uprawnienia do wykonywania czegoś i muszę je wykorzystywać w swojej pracy, ale tego nie robisz, bo ,,z tym do doktora” i kiedy masz kwalifikacje i uprawnienia do czegoś, jak np. ja mogę wystawiać recepty, ale pracując w szpitalu, nie potrzebuję tego robić. Obecnie różne formy kształcenia dają nam różne uprawnienia, ale żeby coś wykonywać, w parze z uprawnieniami muszą iść kompetencje. Załóżmy, że jeśli mamy pielęgniarkę, która ma uprawnienia do obsługi portu naczyniowego, ale nie posiada kompetencji, bo nigdy nie pracowała z pacjentem z portem, to czy powinna mimo wszystko wykorzystać uprawnienia? Ale fakt, mając uprawnienia, powinniśmy dążyć do tego, żeby nie było luki w kompetencjach. I powiem też na koniec mojej wypowiedzi coś, za co pewnie część osób ze środowiska mnie zje. Strajkujemy, dostałyśmy pewne podwyżki, nie będę oceniać, czy satysfakcjonujące czy nie, bo to ciągły temat sporu, jednak od momentu kiedy ja weszłam do zawodu, sytuacja w tym aspekcie znacznie się poprawiła. Chcemy, żeby inne grupy zawodowe traktowały nas poważnie, chcemy samodzielności, chcemy poważania, a czasem sami pracujemy sobie na to, żeby było odwrotnie. Świetnie potrafimy zauważać błędy w pracy naszych koleżanek i kolegów, podsumowując to adekwatnie, a nie widzimy swoich błędów. Niezależnie już od wynagrodzenia – dla mnie tytuł specjalisty, magistra pielęgniarstwa jest zobowiązujący. Zobowiązujący do najwyższej możliwej jakości i aktualnej wiedzy. Jednak czy tak jest zawsze? Myślę, że trzeba zapytać koleżanki, z którymi pracujemy. Bo nikt inny lepiej nie podsumuje twoich błędów i niedociągnięć.

Iza: Tak, u nas znów obserwuje się, że wiele położnych ma poczucie ciągłego niedocenienia przez innych i niejako okradania z ich kompetencji, kiedy doule czy fizjoterapeuci wchodzą w nasze tematy zawodowe. Ja tak tego nie postrzegam – czasem zadaję sobie raczej pytanie: czy czujesz się okradana i niepotrzebna, czy może boisz się zrobić krok do przodu, stanąć do tej samodzielności i niezależności i to raczej w sektorze prywatnym niż systemowym bo w systemie nadal są ograniczenia – weźmy na przykład to, że położna może prowadzić ciąże, jednak już nie może wystawić L4, bo z założenia L4 to brak fizjologii i powikłania, czyli ciąża fizjologiczna, ale przecież kobiety w fizjologicznej ciąży także mogą doświadczać jej trudności, choć medycznie przebiega ona prawidłowo. I tu niestety do prowadzenia ciąży fizjologicznej kobiety raczej wybiorą lekarza. Innym przykładem jest prowadzenie porodów w domu, gdzie – znów – kobieta w Polsce ma prawo wyboru i może urodzić w domu, a ustawa o zawodzie daje położnej do tego prawo i samodzielność, ale system nie daje położnej do tego warunków, środowisko lekarskie nie rekomenduje takiej drogi porodu, nie ma systemowego wsparcia, na przykład tego jak powinien wyglądać transfer z porodu domowego czy standard i dokumentacja oraz transfer do szpitala przy wskazaniach medycznych. System nie finansuje kobietom porodu domowego, mimo że płacą składki. Mam wrażenie, że poród domowy to kadzenie świecą i szałwią dla systemu i takiej formy praktyki przez położną.

Nie da się ukryć, że Wasza działalność internetowa jest swego rodzaju walką o zmiany w zawodach medycznych. Jak widzicie rolę pielęgniarki i położnej za 10 lat?

Werka: Wszystkie pielęgniarki na Instagram! Specjalizacja z social mediów, kursy kwalifikacyjne z konkretnych platform np. kurs kwalifikacyjny z Facebooka, a kursy specjalistyczne np. z robienia Instastories. A na poważnie, to marzę o jakości w pielęgniarstwie. Marzę o tym, że pielęgniarki zrozumieją znaczenie badań naukowych i ich wprowadzania do praktyki klinicznej. Chciałabym, żeby za 10 lat obligatoryjnie, każda pielęgniarka wchodząca do zawodu miała mentora na okres wprowadzania. Chciałabym, żeby pielęgniarki miały większe wsparcie psychologiczne w pracy i przykładały większą uwagę do komunikacji i umiejętności miękkich. A najbardziej życzę nam wszystkim odwagi.

Iza: Tak i tu znów mogę się tylko zgodzić i dodać do wypowiedzi Weroniki to, że świat social mediów będzie z nami, nie trzeba tam działać i być, ale on przenika nas coraz bardziej, więc warto się nad tym pochylić i umocnić to, co zaczęliśmy przy NIPiP, czyli stworzenia dobrych kroków medyka w SM i traktowania tego jako elementu naszej pracy i promocji zawodu.

Ja bym chciała, aby za te 10 lat zmieniła się społeczna świadomość położnej. Gdy kobieta zobaczy 2 kreski na teście ciążowym, najpierw pomyśli: „Muszę iść do położnej”. Chcę widzieć przyszpitalne domy narodzin i tzw. „birth centre” prowadzone przez położne – takie współczesne izby porodowe. Chcę, by położna była już wtedy nie tylko NIEZALEŻNĄ SAMODZIELNĄ SPECJALISTKĄ na papierze, ale także w systemie i świadomości społeczeństwa oraz innych medyków. Chcę, by każda z nas czuła się wartościowa sama w sobie.

Co byście powiedziały studentom pielęgniarstwa i położnictwa, którzy nas czytają?

Werka: Powiedziałabym im, że stres przed pierwszą pracą jest normalny, ale to minie. Powiedziałabym, że muszą sami być zmianą, na którą czekają.

Powiedziałabym, że nie jest wstydem nie wiedzieć i pytać. I jeszcze dodałabym na koniec, żeby oszczędzali swoje siły i nie próbowali nabić sobie doświadczenia zawodowego pracą ponad swoje siły. Żeby mieć 10 lat doświadczenia zawodowego, trzeba pracować 10 lat. I żadna praca w dwóch czy trzech miejscach tego nie zmieni. Ten czas początków trwa bardzo krótko i niech nie przegapią ani minuty, dając sobie możliwość i szansę na bycie ,,świeżym” w tym zawodzie, bo to już nigdy nie wróci.

Iza: Idź za głosem serca, zuchwale do przodu z pokorą u pasa. Będzie ciężko, będzie trudno, będziesz się zastanawiać, czy warto, potkniesz się o kłody pod nogami, ale jeśli czujesz, że iskra w sercu nadal się tli i coś Cię w tym trzyma, nie odpuszczaj – zapewnij sobie jednak wsparcie emocjonalne i pamiętaj, że uczysz się od każdego – czasem od tego, od którego możesz uczyć się tego, co dobre i jakim chcesz być, a czasem ktoś inny uczy Cię tego, jaka być na pewno nie chcesz – to też cenna, choć bolesna, lekcja. Nigdy nie zapominaj, by medycyny nie odłączać od serca i czucia. Mądrość i EBM równoważ ze współczuciem i potrzebą pacjenta. Choć czasem to bywa niewykonalne w realu, to w intencji jest możliwe zawsze.

Nazwa naszego czasopisma zobowiązuje. Chciałybyście kogoś zaczepić?

Werka: Bardzo chciałabym zaczepić Panią Prezes Mariolę Łodzińską i zapytać, czy i jeśli tak, jak bardzo się mylę w kwestii tego, że pielęgniarstwo i położnictwo powinno zostać dwoma odrębnymi zawodami, zwłaszcza mając na uwadze fakt, że położnictwo zostało uznane za nasze dziedzictwo narodowe.

Iza: To ja także się zaczepię tu z dodaniem elementu poszerzenia naszych kompetencji w zakresie opieki nad kobietą na każdym etapie jej życia.

Zaczepię też każdą z nas, pytając: jak się masz z tym, gdzie i jak teraz się odnajdujesz w swoim życiu zawodowym?

Każdego dnia zaczepiaj siebie samą pytaniami:

  • co mi to daje?
  • co jest pod tym lub co jest za tym, co się we mnie uruchamia?
  • jak się z tym czuję?

Ewa Kurlenda

Miłość do kinematografii sprawiła, że zamiast medycyny, skończyła wiedzę o filmie. Wykształcenie nie ma jednak nic do rzeczy, bo po prostu kocha kino. Ogląda wszystko, jednak jej serce skradły horrory i to właśnie po ten gatunek sięga najczęściej.



Najnowsze